Stowarzyszenie Uniwersytet Trzeciego Wieku

Józef Skabardis „Dziennik”

Józef Skabardis

„Dziennik”

Wtorek, 14 lutego 2017 r.

Wczoraj na warsztatach literackich pan Irek Szmidt zadał nam pracę domową. Każdy ma kupić zeszyt 60-kartkowy i pisać. Nie kupię zeszytu. Nie będę pisać. Mam brzydki charakter. Wolę korzystać z klawiatury. Mam Worda 2016. Jest kochany. Mogę w nim pisać we wszystkich językach. Poprawia moje błędy, stawia, gdzie trzeba przecinki. Wolę korzystać z pomocy Worda. Mamy codziennie pisać. Dobre to! Co z naszego pisania wyniknie? Na pewno powstanie kronika, opis współczesnego życia, tu i teraz, prawda czasu. Tyle tylko, że to nasze pisanie nikomu nie jest potrzebne. Historyków fakty nie interesują. Historycy piszą historię pod potrzeby i gusty aktualnie panujących, a fakty wybierają takie, które im wygodne. Niedawno, z okazji pewnej rocznicy, wysłuchałem całego przemówienia Prezydenta Polski Andrzeja Dudy. Scharakteryzował on dzieje Polski, walkę o wolność i niepodległość w XX wieku. Pan prezydent jest dobrym mówcą. Opisał początek wieku, I wojnę światową, II Rzeczpospolitą, II wojnę światową, lata osiemdziesiąte i późniejsze, lecz ani półsłówkiem nie wspomniał, że w dziejach Polski w XX wieku był jednak taki okres, który się nazywał PRL. Wiek, to przeważnie okres czasowy obejmujący 100 lat. Według relacji Prezydenta Andrzeja Dudy wynika, że wiek XX miał tyko 50 lat. Trzydziestolatkowie i ludzie młodsi, którzy historią się nie interesują, są gotowi uwierzyć, że tak jest naprawdę. Bo jeżeli Prezydent Państwa tak mówi, to znaczy, że musi to być prawda.

Środa, 15 lutego 2017 r.

Dziś na Uniwerku są zajęcia tylko z edukacji muzycznej. Czy warto iść? Przecież mam setki płyt CD, płyt czarnych i taśm magnetofonowych, niektóre z pewnością nieprzesłuchane. Gdy jacka od Philipsa włączę do slota laptopa, mogę słuchać z YouTube koncertów stereo z pięciu głośników, nie ruszając się z domu. Poszedłem na zajęcia. I dobrze, że poszedłem. Pan Serpina, jak zwykle bardzo ciekawie, opowiadał o dwóch najsławniejszych tenorach ubiegłego wieku: Janie Kiepurze i Luciano Pavarottim. Dobrze, że poszedłem, bo Basia, przypuszczając, że będę, przyniosła dla mnie książkę pt. „Ucieczka do Afryki” Mirosława Żuławskiego, którą kupiła w antykwariacie. Byłem zaskoczony i nadal mnie to frapuje, że z grona znajomych, którzy uczestniczą w zajęciach z literatury, wybrała właśnie mnie. Może dlatego, że oboje nosimy w pamięci piętno okrucieństwa i niesprawiedliwości ostatniej wojny światowej? Że oboje obejrzeliśmy film w kinie 60 krzeseł pt. „Sprawiedliwi”. To film o ludziach ukrywających w czasie okupacji żydowską dziewczynkę, o ty, jakie musieli ponosić trudy, jakie zagrażały im niebezpieczeństwa, nie od Niemców, lecz od sąsiadów, od Polaków?

Książka Żuławskiego, to dziennik dyplomaty polskiego z pobytu na misji dyplomatycznej w Afryce. Żuławski burzy powszechnie panujący w Europie, narzucony przez białych kolonizatorów, wizerunek Afryki: Afryka to Sahara, piasek i gorąco. Ludność – Murzyni, nie dość że czarni, to leniwi. Burzy nieprawdziwy obraz o Afryce polskiego bajkopisarza Henryka Sienkiewicza o moralności: „Kali ukraść krowę – dobry uczynek, Kalemu ukraść krowę – zły uczynek”. To moralność właśnie białego człowieka, Europejczyka, najbardziej zwyrodniałego gatunku zwierzęcego w świecie. To narody Europy dokonali największego ludobójstwa na świecie. Niosąc „miłosierdzie Boże” wymordowali dziesiątki milionów, wymordowali całe narody w Południowej Ameryce. W Północnej Ameryce, zawłaszczając ich ziemię, wymordowali tubylczą ludność (nazywali ich Indianami), a tych co zostali przy życiu, zapędzili do rezerwatów. To narody Europy Afrykę podzieliły na strefy grabieży. Europejczycy w ubiegłym wieku wywołali dwie największe wojny światowe. Cel przeważnie wszystkich wojen, to grabież i zawłaszczanie. Mam wrażenie, że część ludzi się urodziła i żyje tylko po to, by innych oszukać, okłamać, ograbić. Ja, emeryt, otrzymuję co tydzień kilkanaście lub kilkadziesiąt ofert kredytów, pożyczek, chwilówek, zaproszeń na promocje, pokazy, prezentacje. Wszystkie mają na celu, żeby mnie ograbić. Uff! Ale się tu rozpędziłem!
Na zajęciach pan Serpina, jak zwykle wspomniał, co się będzie działo w piątek w filharmonii. Na koncercie walentynkowym wystąpi światowej sławy tercet skrzypków: Arachya Avanesyan, Lorienzo Gatto i Yosiff Ivanov, ale biletów już dawno nie ma. Zajrzałem na stronę filharmonii w Internecie. Mistrzowie skrzypiec wystąpią również w niedzielę na koncercie familijnym. Posłucham więc mistrzowskiego Trilogy skrzypiec w niedzielę o godz. 12-ej. Bilet ulgowy kosztuje tylko 10 zł. To akurat tyle, ile wynosi cicha ofiara w kościele. Ponoć cicha ofiara jest milsza od brzęczącej, mówią znawcy liturgii. Zaiste, skąd oni o tym wszystkim wiedzą? Nie będę kupować biletu przez Internet. Skoro dzisiaj jest pół sali miejsc wolnych, to będą wolne i w niedzielę. Kupię w kasie na miejscu.

Czwartek, 16 kutego 2017 r.

Zajrzałem do Facebooka. Nie lubię go. Nie zaglądałem do niego przez wiele lat. Ale kiedy w e-poczcie miałem już ponad sto powiadomień, zdecydowałem się zalogować. Jak on – superszpieg odkrył, że mogę znać Adrianę, mieszkającą w Hiszpanii i Elżbietę, która mieszka w Kassel w Niemczech. Rzeczywiście je znam. Ela, to córka mojej znajomej, która mieszka na Manhattanie w Gorzowie, a Adriana to jej wnuczka, urodzona w Kłodzku, chodziła do szkół we Wrocławiu, tam wyszła za mąż. Mieli hurtownię we Wrocławiu. Z Wrocławia przeprowadzili się i założyli firmę we Wiedniu. Teraz mają dom w białym mieście nad Morzem Śródziemnym w Andaluzji. Obie panie mają konta na Facebooku. Ostatnio Adriana umieściła zdjęcie potrawy z przepisów.pl. – awokado nadziewane pastą śledziową. Może być to dobre. Muszę spróbować.

Znajomy mój Raivo Zvejnieks często umieszcza zdjęcia z różnych zawodów narciarskich. Może być dumny. Po raz pierwszy w historii jego najstarszy syn Kristaps na uniwersjadzie zimowej w Ałmacie w Kazachstanie w kombinacji alpejskiej wywalczył I miejsce i zdobył złoty medal jako Łotysz. Polak był siódmy. Na Łotwie nie ma gór, więc jeżdżą po świecie. Niedawno byli na zawodach w Austrii, potem we Włoszech, Kazachstan, Lahti w Finlandii. Kto mu prowadzi firmę w tym czasie? Może Zygmunt?

Ciekawe są cyklicznie umieszczane na Facebooku zdjęcia „Gorzów Wczoraj”.

Sobota, 18 lutego 2017 r.

Kończy się woda lecznicza. Ostatnio w INTERMACHE widziałem wody lecznicze paczkowane w pięciolitrowych kartonach. Zrobię tak: W Miejskim Ośrodku Stuki przy Pomorskiej dzisiaj o 17:00 jest otwarcie wystawy pt. „SENNOŚĆ”. Obejrzę wystawę, a wracając wstąpię do będącego obok INTRMACHE i przy jednym wyjściu zrobię zakupy.                                       Muszę powiedzieć, że wystawą pani Agnieszki Graczew-Czarkowskiej byłem zaskoczony. Było bardzo dużo zwiedzających, zwłaszcza młodzieży. I zaraz za uchem złośliwie zaczęła mi się przypominać gdzieś zasłyszana piosenka: „Kamień na kamieniu, na kamieniu kamień, a na tym kamieniu jeszcze jeden kamień”. Dużo, setki kamieni, niewiele różniące się między sobą wyglądem, wielkością, kształtem, kolorem, strukturą. Kamyczki różnią się między sobą pochodzeniem. Wiele kamyczków podarowali jej znajomi. Jest otoczak z plaży nad Bałtykiem, są kamyczki Chorwacji, z wyspy Korfu, w ogóle z bardzo wielu miejsc. Przypomniałem, że i ja mam dwa kamienie przywiezione z podróży. Jeden, gdy pierwszy raz odwiedzałem miejsce, gdzie stał kiedyś mój rodzinny dom. Kuzyn powiedział: „Weź na pamiątkę kamień”. Nie mogłem znaleźć. Wszędzie ziemia porośnięta trawą. Wreszcie znalazłem kawałek granitu. Fundament domu był murowany z kamieni granitowych. Drugi kamień kojarzy się z przyjemniejszymi okolicznościami. Byłem na wczasach wymiennych w NRD na wyspie Rugii. Nasze przedsiębiorstwo miało wybudowany nowy ośrodek wczasowy nad jeziorem w miejscowości Długie za Strzelcami, gdzie gościliśmy Niemców, a nasi pracownicy plażowali w małej wiosce rybackiej Neu Mukran na wschodnim brzegu Rugii, w połowie drogi między miastami Binz i Sassnitz. Zatoka tam płytka. Nie ma tam prądów morskich, więc woda była bardzo ciepła, idealna dla kąpieli. Lubiłem pływać, gdy była duża fala. Przyjemne to uczucie, gdy fala wynosi w górę, a potem opada się w dół. Pamiętam, pewnej niedzieli, tak kołysząc się na falach i płynąc wzdłuż brzegu, dopłynąłem aż do Binzu. Pokonałem około 5 km. Był to mój rekord życiowy pływania w morzu. Wracałem już brzegiem. Musiałem iść przez FKK Strand. W dosłownym tłumaczeniu znaczy: plaża wolnego ciała. Przyznaję, że czułem się nieswojo. Po lewej rodzina. Ojciec z małą córeczką biegają, grają w piłkę, mama leży i coś czyta, babcia siedzi i smaruje się olejkiem. Po prawej młode dziewczyny pluskają się w wodzie, dalej ludzie opalają się, chodzą, bawią się – wszyscy nadzy. A ja wracałem tak jak płynąłem – w kąpielówkach. Czułem się jak intruz… Miałem je zdjąć?

Gdy wróciłem do ośrodka, było już po obiedzie. Kolega, z którym dzieliłem pokój, był bardzo zaniepokojony. Miał wszcząć alarm, że zaginąłem bo widział, jak popłynąłem w morze i nie wróciłem na obiad. Jednak nie zgłosił, bo nie znał niemieckiego. To jedyny przypadek, jaki znam, że nieznajomość obcego języka na coś się przydała. Plaża w okolicy Neu Mukran nazywa się „Feuersteinküste” – tłumacząc dosłownie „Wybrzeże ogniowych kamieni”, bo na plaży było pełno odlewów zastygłych krzemieni o różnych kształtach. Stąd mój drugi kamień. Swoim kształtem przypomina postać siedzącej dziewczyny. Nazwałem swój kamień-krzemień „Jungfrau aus Feuersteinküste”. Uważam, że na wystawie pani Agnieszki moja Jungfrau byłaby wyróżniającym się eksponatem.

Poniedziałek, 20 lutego 2017 r.

Mały mnie obudził o w pół do piątej. Pewnie dlatego, że o drugiej wstawałem pić, bo znowu miałem palenie w żołądku. Nie używam żadnego paskudztwa chemicznego. Rozcieńczam kwasy wodą. Za wcześnie, żeby wstawać, ale czułem się prawie wyspany. No tak, wczoraj zmorzył mnie sen i poszedłem wcześniej spać. Podarowałem sobie „Szkło kontaktowe”. Już się nie kładłem.

Siadłem do komputera przejrzeć pocztę, wiadomości. Znowu pełno reklam, mimo że zapłaciłem, żeby ich nie było. Facebook zawiadamia, że Jurek S. potwierdza, że mnie zna. Facebook śledzi każde moje kliknięcie. Ciągle mnie pyta, czy ja znam Jerzego Synowca, bo pięciu moich znajomych go zna. Pewnie, że znam, ale on mnie nie zna.  Zaskok, Danuta Szaflarska nie żyje. A tak niedawno było o niej głośno, bo 6 lutego skończyła 102 lata.

Dzisiaj poniedziałek, więc sporo zajęć na UTW.  Mogę pójść później, bo wczoraj p. Tomek przysłał SMS, że ma konferencję i konsultacji komputerowych nie będzie. Nie muszę więc swojego laptopa dźwigać. Ciężki klamot, ale za to ma duży ekran. A może w ogóle dziś nie iść? Na literaturze będą tłuczone „Chłopy” Reymonta. Nie czytałem, bo ojciec mi nie kazał. Powiedział: „To książka nie dla ciebie”, i tak to już zostało. Pamiętam, stała w biblioteczce. Chyba trzy tomy w czerwonej miękkiej okładce. Tytuł był „Zemkopji”. Ale to było prawie 80 lat temu. Ja miałem wtedy pewnie 9 lat.

Po literaturze jest jeszcze kalokagathia i angielski. Z angielskiego pani zadaje trudne tematy np.: opisać politykę w Polsce, kto rządzi albo opisać dobre i słabe strony społeczeństwa wielokulturowego, tzw. „multi-kulti”, temat przez rządzących obecnie w Polsce bardzo wyśmiewany. Na dzisiaj mamy opisać pomoc innym, w szerokim znaczeniu. Zadania pewnie słuszne, bo jesteśmy przy końcu podręcznika matury oxfordzkiej, ale moja znajomość angielskiego jest za słaba, żeby pisać w tym języku. Przekonałem się, że można nie znać dobrze języka, z którego się tłumaczy, lecz trzeba władać językiem, na który się tłumaczy. Próbowałem ruszyć temat multi-kulti. Uważam, że problem nie leży w wielokulturowości, tylko w ludziach, jak do niego podchodzą. Skoro zacząłem o tym pisać, to załączę tu moje wypracowanie, ale po polsku.

Multi-culti – dobre czy złe?

Nie dam na to odpowiedzi, ale dam dla porównania kilka przykładów: Szwajcaria – państwo wielonarodowe. Cztery języki urzędowe: niemiecki, francuski, włoski i retoromański. Wiele religii, w tym dominujący katolicyzm – 38%. Państwo bardzo bogate. Dochód narodowy brutto na jednego mieszkańca – 80 tys. USD. Ludzie od wieków żyją w zgodzie w wzajemnym poszanowaniu. Można? Można!
Luxemburg – państwo wielonarodowe. Trzy języki urzędowe: luksemburski, francuski, niemiecki. Duża część ludności (ok. 13%) mówi po portugalsku. Powszechnie znany jest język angielski. Bardzo wiele narodowości, więc i dużo religii. Dominująca religia – rzymski katolicyzm 86%. Państwo bardzo bogate, chyba najbogatsze w Europie, bo dochód narodowy brutto na jednego mieszkańca wynosi 103 tys. USD.
Polska. Przed wojną, po śmierci Piłsudskiego, który miał koncepcję silnego państwa wielonarodowościowego, rząd sanacji zaczął realizować endecki punkt widzenia na państwowość, że Polska ma być państwem jednonarodowym i jednowyznaniowym. Sanacja, zapatrzona we wzorce nazistowskich Niemiec: „Ein Volk, ein Reich, ein Führer” (jeden naród, jedno państwo, jeden wódz), zaczęła prześladować mniejszości narodowe. Niemcy mieli pierwszy obóz koncentracyjny w Dachau, w Polsce taki obóz utworzono w Berezie Kartuskiej. Prześladowania te nasiliły się w 1938 roku, szczególnie w woj. lubelskim, przeciw Ukraińcom. Kazano im przejść na katolicyzm. Od maja do lipca zburzono ponad sto cerkwi i domów modlitwy. Duchownych wygnano. W czasie wojny zaborcy, Hitler i Stalin, przyczynili się, że po wojnie Polska stała się krajem monoetnicznym. Chociaż podczas wojny Polacy sami byli prześladowani, to byli tacy, którzy pomagali Niemcom Żydów mordować. Dlaczego?

Po wojnie prześladowania obróciły się przeciw autochtonom, szczególnie Ślązakom. Przypomnieć należy dwa słynące z okrucieństwa polskie obozy koncentracyjne w Łambinowicach i w Świętoszowie. Obecnie w Polsce dochód narodowy brutto wynosi 12,5 tys. USD. Ale dług publiczny stanowi 174% dochodu narodowego. W dniu 10 stycznia 2017 r. dług publiczny Polski przekroczył już jeden bilion złotych.

Mówi się, że w Polsce 95% społeczeństwa należy do kościoła rzymsko-katolickiego. „Polska może być biedna, byleby była katolicka” – powiedział w sejmie prof. Goryszewski, wicepremier rządu Hanny Suchockiej. Dlaczego? W Polsce ciągle nienawidzi się Niemców, Ruskich, Żydów, Ukraińców. Pogardza się i szydzi z Litwinów, Czechów, ludzi o ciemniejszej karnacji skóry. Wciąż podsyca się nienawiść do cudzoziemców, innowierców. Dlaczego?
Wciąż trwa i jest podsycana wojna polsko-polska. Po co?

 

                                                                                                                    Józef Skabardis

13 lutego 2017 r.

powrót do strony głównej