Stowarzyszenie Uniwersytet Trzeciego Wieku

Rozmowa z Jolantą Żuchowską

 

Dobro zawsze wraca, więc pomagajmy

Rozmowa z szefową sekcji wolontariatu – Jolantą Żuchowską

– Sekcja wolontariatu ogłosiła kolejną zbiórkę rzeczy używanych. Co można przynosić?

– Każda zbiórka ogłaszana jest w bieżących komunikatach na naszej stronie internetowej oraz na tablicy informacyjnej wolontariatu w siedzibie UTW. Ogłoszenia ukazują się z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Od początku naszej działalności przeprowadzane są trzy zbiórki: dwie w okresie jesienno-zimowym i jedna wiosenna – zawsze przed świętami. Cykliczność umożliwia naszym słuchaczom przygotowanie darów. Przyjmujemy odzież, obuwie, galanterię, pościel, ręczniki, drobny sprzęt AGD, a także wszystko, co się w domu może przydać: talerze, szklanki, sztućce itp. Zawsze mówię do koleżanek zainteresowanych zbiórką – „ to, co masz w domu, to i w innym domu jest potrzebne”.

J. Żuchowska

– A jeśli chciałabym oddać jakiś mebel lub inny duży przedmiot? Albo mam tak dużo rzeczy, że nie jestem w stanie donieść?

– Z meblami jest troszeczkę inaczej. Stowarzyszenie na rzecz, którego przeprowadzamy zbiórki, nie dysponuje odpowiednim transportem. Dlatego gdy otrzymam wiadomość, że jest do oddania konkretny mebel, uzgadniam z odbiorcą, co robimy. Gdy jest zapotrzebowanie, wtedy on szuka transportu i przejmuje załatwienie sprawy, czyli odbiera wszystko z domu darczyńcy po wcześniejszym uzgodnieniu dnia i godziny. Zdarza się i tak, że w danym momencie nie ma odpowiedniego odbiorcy. Wtedy podpowiadam, że Centrum Charytatywne im. Jana Pawła II przy ul. Słonecznej 63 dysponuje transportem i pracownikami, którzy przyjadą i zabiorą – pod warunkiem, że jest zapotrzebowanie. Podkreśliłam wielokrotnie, że warunkiem jest „zapotrzebowanie”, bo dzisiaj już nikt nie marzy o czarno-białym telewizorze ani o szafie, która zajmie powierzchnię całego pokoju. Zdarza się i tak, że rzeczy jest bardzo dużo, a osoba oddająca nie jest w stanie ich dostarczyć na miejsce zbiórki. W takim wypadku przyjeżdżamy i zabieramy wszystko z domu.  Coraz częściej, na szczęście, zdarza się, że oddający sami zawożą dary do odbiorcy.

– Czy słuchacze UTW życzliwie odpowiadają na prośbę o dary?

– Nasi słuchacze są bardzo wrażliwi i szczodrzy. Zbiórki organizujemy od kilkunastu lat i nie zdarzyło się, żeby nie było darów. Natomiast bywają sytuacje odwrotne: słuchacze przynoszą dary w innym terminie. Ale nie zdarzyło się, żeby ogłoszona zbiórka nie spotkała się z odzewem ze strony słuchaczy, i mam nadzieję, że tak nie będzie. Akcja zbierania zatacza coraz większe kręgi. Kilka koleżanek  zbiera rzeczy wśród znajomych i rodziny i gdy już im się to nie mieści w domu, dzwonią, a my z mężem – bez względu na porę roku przyjeżdżamy i zawozimy do oczekujących na wsparcie. Przykładem jest Ewa Kosicka, która pierwsza otworzyła taką filię u siebie w domu.

– Czy jest zapotrzebowanie na konkretne rzeczy, czy wszystko się przyda?

– Wszystko się przyda. Zawsze, gdy jestem pytana, co można przynieść, odpowiadam, że absolutnie wszystko.

– Z myślą o kim organizowana są zbiórki? Kto otrzyma zebrane rzeczy?

– Wszystko, co trafia do nas podczas zbiórek, przekazujemy do Stowarzyszenia Klub Abstynenta „24 Godziny” przy ul. Łużyckiej 32, które od początku prowadzą Jolanta i Henryk Drubkowscy. Nazwa stowarzyszenia nie jest przypadkowa. Każdy kto przyciśnie guzik domofonu pod tym adresem, bez względu, która to będzie godzina, znajdzie pomoc. Dyżurni czuwają i podadzą pomocną dłoń. Stowarzyszeniu „24 Godziny”, niestety, ciągle dochodzą nowi podopieczni. My w UTW nawet nie oglądamy zebranych darów. Wszystko od razu przekazujemy do Stowarzyszenia. Od wyrzucania jest pan Henryk Drubkowski. On wie najlepiej, co komu potrzeba z jego licznej „rodzinki”. W dni mitingów na specjalnym stole leżą rzeczy, które uczestnicy mogą wziąć ze sobą, bo im są do czegoś potrzebne. Nic się nie zmarnuje, bo nie ma prawa. Pani krawcowa, z której usług korzystam, co jakiś czas przygotowuje do przekazania nieodebraną przez klientów odzież. W stowarzyszeniu są panie, którym nieobce jest szycie na maszynie i one potrafią wszystko przystosować do użytku. Kiedyś jedna z naszych koleżanek przyniosła suknię z białej żorżety, którą nosiła dawno, bardzo dawno temu. Panie krawcowe wyczarowały z tego piękną ślubną suknię. Dary od serca pięknieją i młodnieją – przeżywają kolejną młodość.

– Nieustannie trwa zbiórka nakrętek. Po co? Kto na nie czeka?

– To bardzo ciekawa inicjatywa, która w naszym mieście trwa już dobrych kilka lat. W kraju głośno było wtedy o Jaśku Meli i organizowanych przez niego zbiórkach nakrętek. Nasze zbiórki zaczęły się w odpowiedzi na apel przyjaciół chłopca z Kłodawy, który uległ wypadkowi. Był to szlachetny zryw, ale nie najlepiej zorganizowany. Pamiętam, jak jeździliśmy z mężem po Kłodawie, szukając gdzie i komu oddać zebrane przez słuchaczy nakrętki, a było ich bardzo dużo. Zbiórka dla Tobiasza skończyła się nagle, a nakrętki nadal docierały do mnie. Zaczęłam więc szukać chętnych do odbioru, a kto szuka, ten znajdzie. W tamtym czasie galeria Askana objęła patronat nad akcją zbierania nakrętek. Obecnie współpracuję z Fundacją Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Nakrętki”. Środki uzyskane ze sprzedaży nakrętek są przeznaczane na zakup sprzętu rehabilitacyjnego. Zawsze po zakończeniu zbiórki dla konkretnej osoby otrzymujemy podziękowania za udział. W 2016 roku zakończyła się zbiórka dla bliźniaczek z Wielenia – Agatki i Natalki. Wtedy fundacja podała informację, że wspólnie zebraliśmy ponad 105 ton nakrętek, a z uzyskanych środków zakupiony został sprzęt na kwotę ponad 80.000 zł. Prawda, że robi wrażenie? Ziarnko do ziarnka…Teraz na naszą pomoc czeka Kacper Gulajew. Zbieramy nakrętki na kamizelkę oscylacyjną, ponieważ Kacper cierpi na mukowiscydozę.

– Jakie są inne formy pracy wolontariuszek? 

– Formy pracy mogą być różne. Wszystko zależy od danej osoby. Niektórym praca wolontariusza kojarzy się z opieką przy osobach chorych, a mało kto wie, że do podjęcia tego rodzaju działań  należy być wcześniej przeszkolonym. W przypadku słuchaczy UTW taka pomoc nie wchodzi w rachubę. Należy pamiętać, że my osiemnaście lat skończyłyśmy już dość dawno i są okresy, kiedy same chętnie skorzystałybyśmy z pomocy. Gdy nic nie strzyka i nie chrupie, to wtedy z uśmiechem nasze rozśpiewane koleżanki dzielą się swoim  optymizmem i śpiewają  dla osób starszych i chorych pokazując, że wiek nie jest  żadną przeszkodą. Trzeba tylko chcieć. Mnie się marzy, że znajdą się panie chętne do pomocy w roli przyszywanych babć czy też cioć w rodzinach z problemami, ale póki co to tylko moje marzenia. Jestem urodzoną optymistką i kiedyś, kto wie…

– Sekcja wolontariatu nie jest typową sekcją, więc: czy można się do niej zapisać? Kto przyjmuje zgłoszenia? Jakie są inne działania sekcji?

– Sekcja wolontariatu rzeczywiście jest inna, bo nie ma zajęć, zebrań, a mimo to istnieje już kilkanaście lat. Od początku wraz ze mną były Bogumiła Gruse, Ludwika Krawczyk, Irena Szulim, a ostatnio dołączyła Wanda Majchrzak. W tej grupie omawiamy, co się nam udało, a co trzeba jeszcze dopracować. Wiele rzeczy ustalamy telefonicznie. Znamy się bardzo dobrze i tak też się dogadujemy. Nad całością czuwam ja, ale nie narzekam, wręcz przeciwnie, jestem bardzo dumna i szczęśliwa, że mogę to robić, że kilka lat temu prezes Edward Korban postawił właśnie na mnie. Jestem słuchaczką z dość długim stażem i dzięki temu znam bardzo dużo koleżanek i wiem, która jakiego zadania może się podjąć. Nic jednak nie udałoby się, gdyby każda z nas nie miała w sobie potrzeby dzielenia się swoim czasem, pięknym głosem, wiedzą i optymizmem. Zwracając się do koleżanek z apelem o udział w akcji, zawsze mam na uwadze, że są to bardzo aktywne osoby, które biorą czynny udział w zajęciach uniwersyteckich i trzeba dobrze się wpasować w ich grafik, aby znalazły jeszcze czas na dodatkową pracę. Parę lat wstecz umieszczałam na tablicy zaproszenie do włączenia się do wolontariatu. Nie było na nie odzewu, na jaki liczyłam. Sprawdza się natomiast metoda rozmów bezpośrednich. Widać, mam dar przekonywania. Kilka lat temu w taki sposób namówiłam dwie koleżanki – emerytowane lekarki do spotkań z podopiecznymi DDP. Niestety, każdy kolejny rocznik słuchaczy jest mniej zainteresowany tego rodzaju działalnością. Ale jestem optymistką i wiem, że po burzy zaświeci słońce. Jeszcze coś wymyślimy i będą chętni do pracy. Obecnie nasza działalność ogranicza się do zbiórek rzeczy używanych i współpracy z DDP. Od pewnego czasu Sąd Rejonowy w Gorzowie poszukuje kuratorów sądowych i mimo ogłoszeń nie znalazł się nikt zainteresowany. Często powtarzam „z niewolnika nie ma pracownika”. Jeżeli ktoś nie ma wewnętrznej potrzeby oddania cząstki siebie innym, to lepiej go do tego nie zmuszać.

– Działasz także na innych polach w ramach wolontariatu. Jakich?

– Jestem wolontariuszką Gorzowskiego Centrum Pomocy Rodzinie. Wykonuję świadczenia zgodnie z zawartą umową. To jest duża odpowiedzialność. Moja praca polega na tym, że pomagam pisać pisma przede wszystkim procesowe. Wiąże to się z dużym ładunkiem emocjonalnym i zaufaniem, którym jestem obdarzana przez te osoby. Działam także w Lubuskim Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych w Gorzowie Wlkp. Pełnię tam funkcję skarbnika. Trafiłam tam jako przedstawicielka naszego UTW i działam już dziewiąty  rok. Jestem również  przewodniczącą Komisji Rewizyjnej w gorzowskim oddziale Towarzystwie Walki z Kalectwem. Bardzo lubię to, co robię, ale najtrudniejsza i najbardziej odpowiedzialna jest praca w GCPR. Gdy w tym czasie są ciekawe imprezy w uniwersytecie, to ja z nich rezygnuję. Obowiązek rzecz święta. Na szczęście dobrze rozumie mnie mój mąż i we wszystkim wspiera. Bez jego pomocy dary z UTW nie trafiałyby  do Klubu Abstynenta, bo ja nie prowadzę samochodu i z dźwiganiem  bywa też  różnie. No, ale mam wspaniałego męża i zaręczam, że zbiórki będą trwały dopóki mnie i mężowi starczy sił i zdrowia.

– Ale pomoc zawsze potrzebna. Może wśród nowych słuchaczek UTW są osoby chętne do włączenia się do pracy wolontariatu? Gdzie mogą się zgłaszać?

Najlepiej bezpośrednio do mnie. Łatwo mnie spotkać w uniwersytecie. Krążą dowcipy, że w nim  sypiam. Panie z sekretariatu zawsze pomogą w kontakcie ze mną, znają mój numer telefonu a ja zawsze jestem otwarta na świat i ludzi.

Rozm. Krystyna Kamińska 

24-10-2018

powrót do strony głównej
Strona w budowie
Historyczne UTW Historyczne UTW