Stowarzyszenie Uniwersytet Trzeciego Wieku

Moje skrzypce

Moje skrzypce

18 lutego 2026 r. historię swoich skrzypiec Lech Serpina opowiedział na zajęciach z edukacji muzycznej, które prowadzi w UTW. Wszyscy słuchali z ogromnym zainteresowaniem.

Honor Cygana
– Byłem całkiem młodym muzykiem, dopiero co skończyłem moją edukację muzyczną. Ucieszyłem się, gdy Don Wasyl zaprosił mnie do swojego cygańskiego zespołu „Czarne perły”. Nadał mi wtedy imię Laslo i długo Cyganie tak mnie nazywali. Ruszyliśmy w trasę, mieliśmy dużo koncertów, ale także dużo wolnego czasu, podczas którego – co tu ukrywać – piło się alkohole. Grałem wtedy na zwyczajnych skrzypcach, pasujących raczej dla ucznia niż dla muzyka. Jeszcze nie miałem pieniędzy na kupno dobrego instrumentu. W naszej kapeli był jeszcze jeden skrzypek, prawdziwy Cygan – Karol Raj-Siwak. Niewysoki, z długą siwą brodą i podkręcanymi wąsami. Z podziwem patrzyłam, jak on gra, jaką ma znakomitą technikę i jakie wyczucie cygańskiej muzyki. Grał tylko ze słuchu, w ogóle nie znał nut. A on patrzył na mnie i na moje granie z… pobłażaniem (tak to odbierałem). Natomiast podziwiał, że ja potrafię grać z nut i zapisać każdą melodię.
Siwak grał na skrzypcach wykonanych przez czeskiego lutnika Oto Kuncera ze wsi Frenstadt w 1947 roku. Tak informuje wizytówka przytwierdzona po wewnętrznej stronie spodniej płyty skrzypiec. Ich twórca właściwie był nauczycielem muzyki i tylko amatorsko wykonał – jak dziś wiemy – najwyżej 12 skrzypiec. Mimo to mają one bardzo dobrą opinię wśród lutników. Mnie szczególnie podobał się dźwięk tych skrzypiec.
Jak powiedziałem, miałem wtedy kiepskie skrzypce, ale wartościowy zegarek marki Atlantic. Prezent od ojca. Mój zegarek bardzo spodobał się Siwakowi i pewnego wieczoru, po dobrej wódce, zasugerował, żebym mu go sprzedał. Nie chciałem pieniędzy, ale odważnie zaproponowałem zamianę mojego zegarka na jego skrzypce. Niespodziewanie dla mnie on szybko się zgodził. Wiedziałem, że nazajutrz może tego nie pamiętać, wiec obudziłem naszego szefa, Don Wasyla, żeby był świadkiem transakcji. Przyszedł. Zdziwił się, parę razy pytał Siwaka, czy naprawdę zgadza się, a ten uznał, że jak raz przystał, to honor Cygana nie pozwala mu odstąpić od danego słowa, Wymogłem jeszcze, aby obok zegarka wziął moje skrzypce, żeby miał na czym grać. Przyznam, że potem z przykrością patrzyłem, jak on męczył się grając na tych kiepskich skrzypcach, jak w trakcie koncertu schodził ze sceny, bo tak go denerwowały. Zostawiał mnie samego ze swoimi skrzypcami. Ale nigdy mi nie wypomniał, że żałuje tej zamiany, bo… honor Cygana.
Tak wszedłem w posiadanie skrzypiec, które mi dobrze służą do dziś i jestem bardzo z nich zadowolony. Ale jednak cygańskie pochodzenie tych skrzypiec wisi nad nimi, bo trzy razy dotknęła ich klątwa.

Klątwa pierwsza
To było w moim domu. Odbywało się jakieś rodzinne spotkanie, stół zastawiony jedzeniem, także alkoholami. Na początku coś mówiłem o skrzypcach, wyjąłem je z futerału, zagrałem kawałek, a potem odniosłem skrzypce do drugiego pokoju i położyłem na kanapie. Przyjęcie trwało i trwało, a gdy nareszcie goście poszli do domu, bardzo zmęczony zwaliłem się na tę kanapę. Prosto na moje skrzypce. Nie mogły utrzymać ciężaru. Popękały, wygięły się. Lutnik miał co robić.

Klątwa druga
To było w moim garażu. Byłem wtedy członkiem łemkowskiego zespołu Chwylyna. W lipcu odbywają się w Ługach tzw. watry, czyli ogniska z udziałem łemkowskich zespołów. Jechałem na taką watrę. Skrzypce trzymałem w plastikowym futerale. Przyniosłem je do garażu i postawiłem na posadzce. Sprawdziłem poziom oleju w samochodzie, wyczyściłem wycieraczki i jeszcze coś tam zrobilem, co zabrało mi trochę czasu. O skrzypcach zapomniałem. W końcu uruchomiłem samochód, wrzuciłem wsteczny bieg i… poczułem dziwny opór. Gdy wyszedłem, zobaczyłem moje skrzypce pod kołem samochodu. Wyciągnąłem. Ucieszyłem się, że futerał był cały. Jak się potem okazało, on był odkształcony, ale plastik jakimś cudem powrócił do formy. Natomiast skrzypce, choć były w jego wnętrzu, potrzaskały się zupełnie. Sterta drzazg. Tylko spodnia płyta jakoś się uchowała. Jedyne szczęście w tym, że wszystkie elementy były wewnątrz futerału.
Zawiozłem tę stertę drewienek do zakładu lutniczego w Poznaniu, który prowadzili najpierw dziadek, potem jego syn, a obecnie wnuk. Moimi skrzypcami, albo lepiej tym, co z nich zostało, zajął się syn. Powiedział, że pochodzą z tak dobrej firmy, że warto nimi się zająć. Naprawa trwała z pół roku. Gdy byłem w Poznaniu, zaglądałem do tego lutnika, a on z coraz większym zniecierpliwieniem mówił, że jeszcze nie są gotowe, choć ciągle nad nimi pracuje. Wreszcie zawiadomił mnie, że skończył, ale ze złością powiedział, żeby je zabierał, bo on już nie ma do nich siły. Dołożył tylko jeden mały kawałeczek, a resztę tak posklejał, że w ogóle nie widać katastrofy, jaką skrzypce przeżyły. Zapłaciłem za nie chyba więcej niż za nowe, ale po tym remoncie miały jeszcze lepszy dźwięk niż wcześniej.

Klątwa trzecia
Graliśmy na jakiejś prywatnej imprezie na Osiedlu Staszica. Jak zwykle, nas członków zespołu, także częstowano wódką, więc po zakończeniu, w środku nocy, ale w dobrych humorach schodziliśmy z kolegą z góry, akurat obok sklepu przy ul. Mościckiego, gdzie był punkt nocnej sprzedaży alkoholu. Siedzący obok panowie ucieszyli się, gdy zobaczyli nas z instrumentami, poprosili o zagranie, ofiarowali obfite podziękowanie stosownymi napojami. Nie odmówiliśmy. Zabawa trwała na całego. Gdy zobaczyłem, że z moim kolegą już niedobrze, postanowiłem doprowadzić go do ulicy Matejki, gdzie można złapać taksówkę. Rzeczywiście niebawem podjechała, wtaszczyłem kolegę do środka, wsiadłem obok niego i pojechaliśmy. Dopiero następnego dnia zorientowałem się, że nie mam skrzypiec. Zostawiłem je przy murku na ulicy Matejki. Natychmiast tam pojechałem, ale skrzypiec nie było. Dopiero później dowiedziałem się, że scenę naszego wtłaczania się do samochodu widział pan, który szedł na ranną zmianę, bo był motorniczym. Zabrał moje skrzypce. Przez cały dzień woził je przy szybie w kabinie motorniczego z nadzieją, że ktoś je rozpozna. Ale nikt taki się nie znalazł.
W poniedziałek z samego rana poszedłem do gorzowskiego radia i poprosiłem o ogłoszenie, że zgubiono skrzypce, a znalazca może liczyć na dobrą rekompensatę. Przez cały dzień szły takie komunikaty. Pan motorniczy usłyszał i do mnie się zgłosił. Skrzypce wróciły nienaruszone. Bardzo jestem mu wdzięczny.
Podobno cygańska klątwa obejmuje tylko trzy przypadki. Wszystkie wyżej opisane miały miejsce dość dawno. Od dłuższego czasu nie mam już przygód ze skrzypcami. Widać, pula klątw się wyczerpała. A ciągle jestem bardzo zadowolony z tych cygańskich skrzypiec.
Wysłuchała: Krystyna Kamińska

Na zdjęciach Lech Serpina jako znakomity skrzypek Molinari w „Lalce” na scenie Teatru im. Juliusza Osterwy w Gorzowie. Foto: Ewa Kunicka

powrót do strony głównej