Stowarzyszenie Uniwersytet Trzeciego Wieku

Byliśmy na „Antygonie”

Byliśmy na „Antygonie”

Członkowie sekcji „Rozmowy o książkach” byli na „Antygonie: w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wlkp. Reżyserem przedstawienia był Błażej Peszek. Swoje wrażenia ze spektaklu spisała Jolanta Bilińska. Poczytajcie.

Antygona, która nie pozwala wyjść z teatru obojętnym

Wchodzę na Dużą Scenę gorzowskiego teatru i od razu wiem, że będzie bolało. Nie dlatego, że Sofokles – bo to przecież lektura szkolna, „już przerabiana”. Boli, bo po pięciu minutach czuję, że te dwa i pół tysiąca lat to tylko migawka. Ludzie są tacy sami. A może nawet gorsi.
Scena jest mała, ale w rękach Joanny Sapkowskiej i Błażeja Peszka staje się bezkresna. Czarny krąg na podłodze, kilka pionowych, ciężkich kotar z surowego materiału, które płynnie zmieniają się w pałac, w grobowiec, w mur miasta. Światło tnie przestrzeń jak skalpel – raz zimne, białe, raz krwiste. Nie ma tu ani grama nadmiaru. Rekwizyty można policzyć na palcach jednej ręki, ale każdy waży tonę: karabin w dłoni Kreona (tak, karabin, nie miecz), kije do mini-golfa w scenie rozmowy ojca z synem, worek z prochem Polinejkesa. Wszystko mówi więcej niż najpiękniejsza dekoracja.
Kostiumy – mistrzostwo. Antyk spotyka post-punk i dystopię. Tuniki z surowego lnu, skórzane pasy, ciężkie buty, metaliczne akcenty, jakby bohaterowie wyszli z Mad Maxa, tylko zamiast piasku mają popiół Teb. Kreon w unifornie z wojskowym sznytem, Antygona w błyszczącej sukni z czerwoną szarfą – znak krwi, która jeszcze nie popłynęła, ale już czeka. Stroje są jednocześnie antyczne i futurystyczne, bo władza, dyktatura, bunt – to wszystko nie ma daty ważności.
Aktorzy? Nie grają – są.
Marta Karmowska jako Antygona to czysta, nieugięta siła, ale nie krzykliwa. Jej głos czasem drży, bo wie, co ją czeka, a jednak idzie. Kiedy mówi „nie wstyd mi”, sala zamiera. Dominik Jakubczak – Kreon, którego nie da się znienawidzić do końca, bo widzisz w nim człowieka, który uwierzył, że władza daje mu prawo do bycia bogiem. Jego karabin w dłoni waży więcej niż korona. Scena z synem przy mini-golfie – pozornie absurdalna – jest jedną z najstraszniejszych, jakie widziałem w teatrze. Ojciec i syn „grają”, dosłownie i w przenośni, a pod stołem leży trup rodziny. Genialne.
Magdalena Kasperowicz (Ismena) – cała jej rola to strach w czystej postaci. Wystarczy spojrzenie, drżenie ramion, krok w tył. Nie potrzebuje wielkich monologów, żeby być pamiętana.
I wreszcie role prawie nieme, które rozwalają system:
Bartosz Bandura jako trup Polinejkesa – leży pod brezentem przez pół spektaklu, a potem zjawia się jako jego ciało, surrealistycznie prawdziwie. To nie statysta – to widmo, które nie daje Kreonowi spokoju.
Eurydyka (Magdalena Dwurzyńska) – wchodzi tylko trzy razy. Za pierwszym razem – tylko jest (ale jak!) za drugim milknie, za trzecim – odbiera sobie życie. Bez słów. Tylko oczy. I to wystarczy, żeby sala wstrzymała oddech na kilka sekund za długo.
Chór krąży w kółko – jak trybiki w maszynie władzy, jak społeczność, która boi się własnego głosu. Czasem rapują, czasem szepczą, czasem krzyczą jednym głosem. Są nami.
Najbardziej przerażające jest to, że wychodzisz z teatru i zadajesz sobie pytanie, które Antygona stawiała 2500 lat temu, a które dzisiaj brzmi równie ostro:
Kiedy prawo ogłoszone przez prawomocną władzę przestaje być prawem, a staje się zbrodnią?
Czy należy je łamać?
Czy milczeć, bo „system działa prawidłowo”?
Peszek nie daje odpowiedzi. On tylko stawia nas pod ścianą i każe patrzeć.
W Gorzowie Wielkopolskim powstał spektakl, który nie powinien zmieścić się na tak małej scenie – bo jest ogromny. Ogromny w prostocie, w bólu, w aktualności. Po spektaklu byłam smutna, ale dziwnie oczyszczona. Bo czasem trzeba sobie przypomnieć, że człowiek się nie zmienia. Zmieniają się tylko rekwizyty: zamiast miecza – karabin, zamiast togi – garnitur, zamiast golfa – może kiedyś dron.
Ale pytanie zostaje to samo.
Idźcie.
Póki jeszcze grają.
Bo za chwilę znowu ktoś ogłosi, że „prawo jest prawem”, a ktoś inny będzie musiał zdecydować, czy warto za nie umrzeć.
10/10. I jednocześnie 0/10 za to, że to wciąż aktualne.

Tekst i zdjęcia: Jolanta Bilińska
21.XII.2025 r.

powrót do strony głównej