Stowarzyszenie Uniwersytet Trzeciego Wieku

Czytaliście „Chłopów”?

Czytaliście „Chłopów”?

Jolanta Bilińska niedawno po raz drugi przeczytała „Chłopów” i zobaczyła w tej powieści całkiem nowe aspekty. Swoje wrażenia spisała i wysłała na konkurs „Moje fascynacje literackie” ogłoszony przez naszą Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną im. Zbigniewa Herberta. Przeczytajcie, jak teraz widzi „Chłopów”.

„Ciągnij, jesteś silny jak koń”

— jak Chłopi Reymonta wysłali mnie po moje rodowe korzenie

 

„Nie sądź książki po okładce” — to właśnie Chłopi Władysława Reymonta pokazały mi prawdziwość tego przysłowia.
Po lekturze Lalki i Nad Niemnem nie spodziewałam się niczego dobrego. Kiedy w liceum po raz pierwszy otworzyłam Chłopów, widziałam w niej wyłącznie „szkolną lekturę”: długie opisy, ciężką prozę, wielkie idee — coś, co trzeba przetrwać.
A tu — zaskoczenie. Przeczytałam ją z zapartym tchem.

Akcja płynie rytmem pór roku — od jesiennych prac polowych po letnie żniwa — i nie czuć tu „suchej kroniki”. To portret społeczności, w którym każdy gest, każde słowo, każdy zapach chleba czy dymu z pieca ma znaczenie. Reymont nie tylko opisuje wieś — on nią oddycha.

Bohaterowie są żywi i pełni sprzeczności: nie karykatury, lecz ludzie z krwi i kości. W centrum — Jagna: młoda kobieta pełna pasji, którą poślubia starszy, zamożny Maciej Boryna. Można zapytać: czy to femme fatale na miarę Lipiec, czy raczej zwykła, wiejska kobieta skazana na plotki i czarną legendę?
Maciej Boryna, senior rodu, bywa oburzająco egoistyczny wobec rodziny, a jednak, gdy on walczy      o ziemię czy broni lasu, łapię się na tym, że mu kibicuję.
Antek — archetyp walczącego chłopa: porywczy buntownik czy po prostu egoista? A może człowiek w egzystencjalnym kryzysie?
Hanka, żona Antka, to dylemat, który znam z rodzinnych opowieści: miłość czy praktyczne podejście do życia? Jej lojalność miesza się z wyrachowaniem — i właśnie dlatego wydaje się tak prawdziwa.
Dominikowa — guślara, wyrachowana i nieczuła kobieta — jakże pięknie potrafi snuć legendy przy wigilijnym stole.

Reymont nie osądza. Pokazuje ogień namiętności, trudy życia, blaski i cienie. I to prowokuje do refleksji: jak wielu z moich pradziadów i prababek właśnie tak żyło, kochało, walczyło z losem?

Niektóre „odzywki” z Chłopów weszły w moją codzienność jak ludowe przysłowia: „A wyście to nie lepsi byli za młodu!” — słowa córki do Dominikowej, które słyszę dziś w każdej rodzinnej kłótni.
Albo „Ja, wójt, wam to mówię!” — pełne pychy, a jakże ludzkie i prawdziwe.

Moją ulubioną postacią jest żydowski handlarz, ciągnący wózek  na jarmark i mruczący sam do siebie: „Ciągnij, jesteś silny jak koń.”
To nie tylko uchwycenie mozaiki kulturowej, ale też dla mnie — osobista zachęta do wytrwałości.
To zdanie, które dziś powtarzam sobie przed każdym krokiem w poszukiwaniu przeszłości mojej rodziny. Słowa Reymontowskich postaci obudziły we mnie ducha genealoga.

Nie ukrywam, że niektóre fragmenty — zwłaszcza długie opisy przyrody — mogą dziś przytłaczać.
Przedstawienie postaci bywa stereotypowe, typowe dla epoki.
Ale ta niedoskonałość czyni Chłopów jeszcze bardziej ludzkimi — pokazują świat takim, jaki był, nie takim, jakim chcielibyśmy, żeby był.

Chłopi są inspiracją nie tylko dla mnie. Powieść była dwukrotnie ekranizowana — i dopiero po obejrzeniu serialu doceniłam wątki społeczne oraz tło polityczne, których wcześniej, jako licealistka, nawet nie zauważałam.
Animowana adaptacja DK Welchman i Hugh Welchmana (2023) to wizualny ogień: malarska, hipnotyczna, z muzyką Łukasza „L.U.C.” Rostkowskiego.
Film był polskim kandydatem do Oscara.

Chłopi to arcydzieło, które nie tylko portretuje wieś, ale budzi w nas, zwykłych ludziach, ducha genealogów.
To książka, po którą sięgnęłam nie raz, nie dwa — i za każdym razem czytałam ją z zachwytem, choć teraz na tekst nakładają mi się zapamiętane obrazy z ekranizacji.

Polecam lekturę Chłopów każdemu, kto czuje pociąg do korzeni — bo te postacie i opisy stają się wezwaniem do działania.
„Nie sądź książki po okładce” — Chłopi Reymonta okazali się tą książką, która nie tyle zmieniła mnie, co pozwoliła być „bardziej sobą”: spojrzeć realnie i życzliwie na historię mojej rodziny, osadzić ją w historii Polski.

Ocena: 10/10 – pełen zachwyt.
Pod wpływem Reymonta ruszyłam w podróż po drzewie życia.
Jak szepnąłby Żyd z wózkiem:
„Ciągnij, jesteś silny jak koń” — ku przeszłości.
Warto dla poznania historii — i dla siebie.
Ta lektura zmieniła mnie, czytelnika, w pasjonata historii.

Jolanta Bilińska

22.XII.2025 r.

 

powrót do strony głównej