Stowarzyszenie Uniwersytet Trzeciego Wieku

Zaprosili mnie Chińczycy

Zaprosili mnie Chińczycy

Bożena Amerska

była już w wielu krajach, ale kiedy otrzymała zaproszenie od Chińczyków, mimo 80 lat na karku, powiedziała: – Oczywiście jadę.
Chińczycy zaprosili członków Klubu Harbińczyków, którego Bożena Amerska jest członkiem, a należy do niego, by podtrzymywać związki rodzinne z chińskim miastem Harbin.

Romantyczna historia
W 1896 roku, wykorzystując korzystne układy polityczne, władze carskiej Rosji zdecydowały o budowie linii Kolei Wschodniochińskiej przez tereny chińskiej Mandżurii. Miała ona połączyć jezioro Bajkał z Morzem Japońskim, a dokładnie z Władywostokiem, by tą drogą zaopatrywać rosyjskie bazy wojskowe. Linię tę budowali przede wszystkim Polacy.
Jednym z takich budowniczych był Aleksander Wasilewski, który pewnego roku wrócił w rodzinne strony, by… znaleźć sobie żonę. Wybór padł na młodziutką Helenę, którą zaraz po ślubie małżonek zabrał do Harbinu. Do Polski wróciła ona dopiero po blisko 60 latach mieszkania na Dalekim Wschodzie. Tam urodziło się trzech synów i córka państwa Wasilewskich. Najstarszy – Antoni po powrocie do Polski był profesorem sinologii na Uniwersytecie Wrocławskim, bo język chiński znał nawet lepiej niż polski. Bożena Amerska dobrze pamięta ciocię-babcię Helenę Wasilewską i jej harbińskie opowieści, a z jej synami utrzymywała bliskie kontakty. Wszyscy oni już nie żyją, ale pamięć podtrzymuje następne pokolenie i dlatego Bożena oraz inni członkowie jej rodziny należą do Klubu Harbińczyków.

Polska historia Harbinu
Zbudowana na przełomie XIX i XX wieku, z dużym udziałem Polaków, Kolej Wschodniochińska ma (wraz z odnogami) 2420 km, na jej trasie znajdują się 1464 mosty i 9 tuneli. Na centrum administracyjne obsługi kolei wybrano miejsce, które rozrosło się w miasto Harbin. Za jego założyciela w 1898 roku uznaje się inżyniera Adama Szydłowskiego. W pierwszej dekadzie XX wieku mieszkało tam od 7 do 10 tysięcy Polaków, którzy bardzo dobrze zarabiali najpierw przy budowie a potem eksploatacji kolei. Polacy wytyczyli układ głównych ulic i zaplanowali transport publiczny, a wkrótce zbudowali w Harbinie dworzec, szpital, kościoły i szkoły. Po Rewolucji Październikowej osiadło tam wielu uciekinierów z Rosji, także ci z polskimi korzeniami. Bardzo silne były wpływy kultury i obyczajowości rosyjskiej i polskiej. W latach międzywojennych otwarty był konsulat Rzeczypospolitej Polskiej, działały dwa kościoły, a także kilka polskich szkół, z których najbardziej znane było Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza (1915–1949). Polacy mieli także swoje kluby sportowe, organizacje społeczne, programowo podtrzymywali polskie tradycje. W okresie II wojny wielu Polaków wyjechało z Harbinu, by walczyć zarówno z Niemcami jak i z Japończykami. Po zakończeniu wojny Chińczycy coraz silniej dążyli do jedności etnicznej kraju i miasta. W latach 50. przesiedlono ok. 800 osób głównie na ziemie zachodnie. Pani Helena Wasilewska z najmłodszym synem przyjechała do Polski w ostatniej grupie repatriantów w 1963 roku.
Po zaledwie 125 latach Harbin z kolejowej osady rozrósł się do miasta z pięcioma milionami mieszkańców. Dziś jest to nowoczesny ośrodek przemysłu i kultury, a ponieważ należy do najzimniejszych chińskich miast, tam odbywa się znany w całych Chinach Festiwal Rzeźb Lodowych.

Do Harbinu
Podróż dla Bożeny Amerskiej nie była łatwa, ale chęć obejrzenia innego świata łagodziła wszystkie trudy. Najpierw do Warszawy, z Warszawy jednym samolotem do Monachium, drugim do Pekinu, a dopiero trzecim do Harbinu. Wszystkie wygodne, światowe, ale podróż trwała ponad dobę, bo to odległość blisko 10 tysięcy kilometrów. Do tego zmiana czasu o 7 stref. Gdy u nas jest godz. 8.00, to w Harbinie już 15.00.
Na zaproszenie Chińczyków pojechało 13 członków Klubu Harbińczyków z prezesem Romualdem Oziewiczem, który urodził się w Harbinie w 1950 roku, ale wyjechał stamtąd jako dwuletnie dziecko. Bożena Amerska była najstarszą uczestniczką wyprawy, pozostali reprezentowali kolejne pokolenia harbińskich rodzin.
– Zostaliśmy serdecznie przywitani na lotnisku – wspomina Bożena Amerska – przez cały czas pobytu towarzyszyła nam młoda Chinka, która dobrze znała język polski. Ponadto niemal wszyscy Chińczycy, z którymi się spotykaliśmy, swobodnie mówili po angielsku, a w naszym gronie młodsi także znają ten język. Nie mieliśmy więc żadnych kłopotów językowych, choć chiński to taki egzotyczny język.

Polskie pamiątki
W wielkim nowoczesnym Harbinie jest kilka miejsc, które przypominają polską i rosyjską historię miasta. Najważniejsze to Muzeum Kolei Wschodniochińskiej, które dokumentuje rolę Polaków i Rosjan w budowie oraz funkcjonowaniu tej strategicznej linii.
– To muzeum – mówi pani Bożena – przywołało ludzi nam bliskich, pokazywało warunki, w jakich żyli i trud włożony w budowę kolei i miasta. Filmy i zdjęcia przedstawiają odległe w czasie zdarzenia, a przecież nam bliskie, bo funkcjonujące w rodzinnych wspomnieniach.
Następnie wszyscy pojechali na cmentarz z zachowanymi grobami przede wszystkim Rosjan, ale wskazano liczne miejsca z polskimi mogiłami. Na tym cmentarzu jest tablica z napisem: „Symboliczna mogiła wszystkich Polaków pochowanych na zdewastowanych cmentarzach w Charbinie 1898 -1984”. Tu zachowano dawną pisownię nazwy miasta. Obecnie w języku polskim piszemy ją przez „H”.
– Byliśmy także na ulicy Centralnej, która leży w centrum dawnego miasta, z wąskimi uliczkami i całkiem innym, niemal rosyjskim nastrojem. W takich warunkach mieszkali nasi przodkowie. Odwiedziliśmy jeszcze najstarszy browar założony w 1900 roku przez Jana Wróblewskiego. Zobaczyliśmy starą linię produkcyjną. Wyrabiane tradycyjną metodą piwo ciągle jest eksportowane do wielu krajów. Podczas pobytu w Harbinie ciągle częstowano nas tym piwem. Przyznam, że mnie ono nie smakowało, a alkoholu w ogóle w nim nie wyczuwałam. Ale może upodobania dawnych mieszkańców Harbinu były inne.

Przeszłość i współczesność
Współczesny Herbin to mandżurska metropolia, która ma własne lotnisko, metro, kilka uczelni wyższych, centrum biznesowe i rozwinięty przemysł. Mieszka tu 5 milionów ludzi.
Choć historia Harbinu jest krótka, to jeszcze wiele jej śladów zniszczono w latach tzw. rewolucji kulturalnej. Teraz ją się pieczołowicie odtwarza, np. Muzeum Kolei Wschodniochińskiej to całkiem nowa placówka. Pogłębieniu historii służy także współpraca miasta z polskim Klubem Harbińczyków.
– Byliśmy wszędzie serdecznie przyjmowani – wspomina pani Bożena. – Gospodarze przygotowali dla nas bardzo ciekawy i bogaty program pobytu w tym mieście a także pokazali jedno z najstarszych chińskich miast – Xi’an.

Xi’an – miasto z historią
Kolejna podróż samolotem, teraz tylko 1800 kilometrów.
Miasto Xi’an ma 3100 lat, było stolicą 13 dynastii władców Chin, tu zaczynał i się kończył Jedwabny Szlak łączący Chiny z Europą. Obecnie jest tam najwięcej zabytkowych obiektów. Historyczna część miasta otoczona była murami, które miały 14 km długości i 12 metrów wysokości. Do dziś są najlepiej zachowaną fortyfikacją w Chinach. Uczestnicy wycieczki przeszli ich sporym fragmentem.
Najcenniejszym zabytkiem Xi’an jest Terakotowa Armia. Powstała ona ok. 2000 lat temu, ale odkryto ją dopiero w 1974 roku. Składa się z tysięcy pełnowymiarowych postaci żołnierzy, koni i rydwanów wykonanych z terakoty, brązu, drewna, a nawet złota. Wielkość tej armii zaskakuje i zachwyca, a jednocześnie budzi zdziwienie, że tak długo o niej nie wiedziano i że została odkryta przypadkiem.
Historię prowincji można poznać w muzeum, gdzie oszałamia ilość i uroda naczyń, biżuterii, próbek pisma chińskiego, wyposażenia wnętrz, ubiorów. Dla wszystkich gości wydarzeniem był udział w wielkim widowisku pt. „Legenda o dzwonkach wielbłądów”. Jedna z uczestniczek tak o nim napisała: „Targały nami różne emocje: radość, zdziwienie, zachwyt, smutek, złość, wzruszenie… „Legenda” była uniwersalna, aktorzy – niezwykli, a efekty – fenomenalne. Nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego i z pewnością nieprędko będziemy mieli podobną okazję”. Bożena Amerska w pełni podziela zachwyt koleżanki.

Powrót i wspomnienia
W drodze powrotnej zafundowano herbińczykom kolejną atrakcję – do Pekinu jazdę pociągiem dużych prędkości. Na ekranach podawana była prędkość. Pani Bożena zapamiętała najwyższą – 362 kilometry. Ponad 1000 kilometrów ten pociąg przejechał w cztery godziny. W Pekinie, niestety, tylko lotnisko i powrotny rejs do Frankfurtu. Stamtąd już blisko do Warszawy.
– Wyjazd do Chin był dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Mieszkaliśmy w eleganckich hotelach, oferowano nam różnorodne i bardzo obfite posiłki. Z trudem ograniczałam się do spróbowania wszystkich potraw, bo tak były smaczne. Próbowałam, ale nie nauczyłam się jeść pałeczkami. We wszystkich restauracjach obok pałeczek można było także korzystać z naszych sztućców.
Chiny zachwyciły mnie rozmachem i nowoczesnością. Byliśmy w dwóch wielkich miastach z rozwiniętą infrastrukturą i wygodną komunikacją, przede wszystkim metrem. Nas wożono specjalnymi autobusami, ale nie odczuliśmy tłoku na jezdniach. Niestety, nie mieliśmy okazji poznać codziennego życia Chińczyków, ale ci, z którymi się spotykaliśmy, naprawdę byli zadowoleni. Opiekowali się nami przedstawiciele miasta Harbin, ale podczas tych spotkań nie odczułam żadnego politycznego oddziaływania. Podkreślano przede wszystkim zasługi Polaków dla tego miasta i wdzięczność współczesnych mieszkańców. O współczesności świadczyło to, co widzieliśmy.

Tekst: Krystyna Kamińska
Zdjęcia:
24-02-2026 r.

powrót do strony głównej